Zimne dłonie, zmarznięte palce. Ale mimo tego chyba mam się dobrze. W głowie coś się układa. Chciałam tutaj coś napisać. Może chciałam podzielić się czymś z kimś. Może kogoś interesuje to, co mam do powiedzenia.
Końcówka roku. Czy mi się udało? Myślę, że ten rok był udany, mimo wielu kryzysów i smutków, ale te też udało mi się przejść bez większych obrażeń, więc można powiedzieć, że jestem wygrana. No, przynajmniej w jakimś stopniu.
Rzeczy ważne: dobre stopnie w szkole, poprawa zachowania, lepsza sytuacja w domu, w rodzinie - odfajkowuje. Zrobione, jestem szczęśliwsza. Ale co z rzeczą najważniejszą? Przecież nadal jesteśmy razem tylko w mojej wyobraźni przepełnionej zgubną nadzieją. I to mi się nie udało. Czasami zaborcza, może czasami miałam ochotę zmusić Cię do tego, byś mnie pokochał? Choć na moment? Sama nie wiem. Wiem, że nie mogę tego zrobić. Mimo tego myślę, że to nadal figuruje jako marzenie, które znajduje się na pierwszym miejscu mojej listy. Takie najważniejsze, najsłodsze. Tego chcę, ale może kiedyś. Więc z okazji przyszłego roku życzę sobie ogromu cierpliwości, ciepłoty serca, więcej zrozumienia. Czy wciąż pragnę dążyć do ideału?